31 sierpnia 2026 | Klaudia Jaraszek

Targowiska Woli. Przestrzeń publiczna codzienności

Henryk Poddębski, 	Stragany z jabłkami, pomarańczami i jajkami na placu Józefa Kercelego, 1934

Henryk Poddębski, Stragany z jabłkami, pomarańczami i jajkami na placu Józefa Kercelego, 1934

Henryk Poddębski, Kobieta i dzieci podczas zakupów na placu Józefa Kercelego, 1934

Henryk Poddębski, Kobieta i dzieci podczas zakupów na placu Józefa Kercelego, 1934

Henryk Poddębski, Sprzedaż pączków na placu Józefa Kercelego, 1934

Henryk Poddębski, Sprzedaż pączków na placu Józefa Kercelego, 1934

Henryk Poddębski, Sprzedaż butów na ulicy Okopowej, 1934

Henryk Poddębski, Sprzedaż butów na ulicy Okopowej, 1934

Co sprawia, że targowisko pozostaje potrzebne w mieście, które oferuje dziś niemal nieograniczony dostęp do towarów? Warszawskie targowiska od stuleci należą do najbardziej żywych przestrzeni miasta. Ich znaczenie nigdy nie ograniczało się jednak do handlu. Były miejscami spotkań, rozmów, wymiany informacji, pracy i codziennych relacji. Historia wolskich targowisk pokazuje, że handel współtworzył nie tylko lokalną gospodarkę, lecz także społeczne życie Warszawy.

Targ to coś więcej niż handel
Współczesne sposoby robienia zakupów zmieniły to, jak doświadcza się miasta. Sklepy internetowe, dostawy do domu czy wielkie centra handlowe pozwalają zaspokoić potrzeby mieszkańców bez konieczności odwiedzania tradycyjnych miejsc sprzedaży. Targowisko pełni jednak funkcję, której nie da się sprowadzić do samej wymiany towarów. Można przyjść tu po świeżą żywność, ubranie czy używany przedmiot, ale także po poradę, rozmowę albo po prostu po to, by zobaczyć, co pojawiło się na stoiskach.

Atmosferę targu tworzą ludzie: sprzedawcy zachwalający towary, klienci negocjujący ceny, stali bywalcy i przypadkowi przechodnie. Takie miejsca powstają i trwają dzięki codziennym praktykom mieszkańców – ich przyzwyczajeniom, potrzebom i powrotom do tych samych punktów. Nie są wyłącznie zaplanowanymi elementami miejskiej infrastruktury. Ich znaczenie kształtuje się poprzez użytkowanie. Każde targowisko ma własny rytm wyznaczony przez dni handlowe, godziny otwarcia, układ stoisk i stałe trasy kupujących.

Historia Woli pokazuje tę funkcję szczególnie wyraźnie. Powstawały tu targi o różnej skali i specjalizacji – od niewielkich, gdzie okoliczni mieszkańcy zaopatrywali się w podstawowe towary, po wielkie bazary przyciągające osoby z całej Warszawy. Zmieniały się towary, sprzedawcy i klienci, lecz pozostawała potrzeba wymiany, bezpośredniego kontaktu i uczestniczenia w życiu miasta.

Miasto i handel
Targowisko jest jedną z najstarszych form organizowania miejskiej wymiany. W średniowiecznej Warszawie taką funkcję pełniły rynki, m.in. Rynek Starego Miasta i Rynek Nowego Miasta. Koncentrowały handel, ruch i część życia publicznego. Dniem targowym dla Starej Warszawy był czwartek, a dla Nowego Miasta poniedziałek. Szczególne znaczenie miały także jarmarki. Granica między przestrzenią handlową a przestrzenią społeczną była wówczas płynna – targ był częścią życia miasta, a nie wydzieloną funkcją.

Handel od początku podlegał regulacjom. Pobierano targowe, władze określały miejsca sprzedaży i zasady korzystania z placów. Wraz z rozwojem miasta handel wychodził jednak poza najstarsze centra. Szczególną rolę odgrywały jurydyki, których rynki stawały się lokalnymi ośrodkami handlu.

Jednym z najważniejszych był Grzybów, założony w 1650 roku przez Jana Grzybowskiego. Jego główny trójkątny plac powstał przy skrzyżowaniu ważnych dróg i od początku pełnił funkcję rynku. Wokół niego rozwijały się zabudowa, handel i rzemiosło. Podobną rolę odgrywała jurydyka Wielopole, założona w 1693 roku. Jej rynek, zwany Targowicą Wielopolską, z czasem stał się znany jako Plac Za Żelazną Bramą.

Handel rozwijał się tam, gdzie spotykały się drogi, mieszkańcy i potrzeby. Targ nie był wydzieloną funkcją miasta, lecz częścią jego codziennego życia.

Handel szuka nowego miejsca 
Przez długi czas Wola pozostawała obszarem pomiędzy Warszawą a jej rolniczym zapleczem. Tędy do miasta docierały żywność, drewno i inne towary. Przy traktach zatrzymywały się wozy, działały zajazdy i karczmy, a przy rogatkach pobierano opłaty, tzw. rogatkowe. Wola była zatem jednocześnie zapleczem gospodarczym Warszawy i obszarem silnie związanym z jej rynkiem zbytu.

W roku 1837 warszawskie targowiska podzielono na cztery obręby. Do Grzybowskiego należały m.in. rynek Grzybowski, targ za Żelazną Bramą, targ „pod Lwem” przy Chłodnej i Elektoralnej oraz Pociejów na Placu Zielonym (późniejszym Placu Dąbrowskiego). Do obrębu Muranowskiego należał Plac Muranowski, do którego prowadziły drogi przez rogatki marymonckie i powązkowskie. To właśnie te miejsca przez dłuższy czas stanowiły ważne punkty handlu dla mieszkańców Woli.

Od Grzybowa ku Woli
Grzybów był jednym z ważnych punktów wymiany poza murami Starej Warszawy. Miał opinię jednego z najtańszych targów. Można było kupić tam nabiał, warzywa, mięso, ryby i owoce, ale także słomę, drewno na rozpałkę czy miotły z brzeziny. Był przede wszystkim miejscem codziennego zaopatrzenia, gdzie ważną rolę odgrywała sprzedaż prowadzona bezpośrednio przez handlarzy, rzemieślników i przekupki.

Inny charakter miał Pociejów. Specjalizował się w handlu przedmiotami używanymi, złomem metalowym i różnego rodzaju drobiazgami. Towary wykładano na ziemi, a część sprzedaży odbywała się w oficynach. Można było znaleźć rzeczy trudniej dostępne w zwykłych sklepach i kupić je taniej. Pociejów odpowiadał więc przede wszystkim na potrzeby tych, dla których liczyły się cena, pomysłowość i możliwość znalezienia czegoś nietypowego.

Plac Muranowski był ważnym miejscem handlu już od końca XVIII wieku. Od roku 1818 odbywał się tam targ koni, później przeniesiony na Plac Broni. Oprócz handlu żywnością organizowano tam także występy cyrków i trup estradowych, głównie żydowskich, co wiązało się z charakterem lokalnej społeczności. Po roku 1865 rozwój komunikacji tramwajowej i urządzenie skwerów ograniczyły działalność targowiska, a część handlarzy przeniosła się na pobliski plac. 

Innym ważnym, choć dziś już zapomnianym, miejscem handlu był Plac „Pod Lwem”, działający od około 1820 roku w rejonie ulicy Elektoralnej i Chłodnej. Nazwa pochodziła prawdopodobnie od wizerunku lwa w klejnocie herbu Łada – herb ten umieszczony był na narożniku domu Walickich u zbiegu Chłodnej i Żelaznej lub od herbu Stanów Holenderskich (przedstawiającego złotego lwa w polu błękitnym) umieszczonego na elewacji kamienicy bankiera pochodzenia holenderskiego. Początkowo handlowano tam przede wszystkim zbożem, sianem, drewnem, a z czasem warzywami i ziemniakami. Pełniło rolę pomocniczą dla targowiska na Placu Żelaznej Bramy, dzięki czemu wozy konne nie musiały wjeżdżać głębiej w miasto. Po rozpoczęciu budowy Kościoła św. Karola Boromeusza w 1841 roku, targowisko zostało zlikwidowane, a jego nazwa stopniowo zanikła.

Te przykłady pokazują różnorodność dawnego handlu. Jedne miejsca służyły przede wszystkim codziennemu zaopatrzeniu, inne pozwalały znaleźć towary używane, rzadkie lub nietypowe. Każde z nich miało własnych sprzedawców, klientów i rytm, który tworzył się poprzez codzienne użytkowanie.

Za Żelazną Bramą – wielki targ miasta
Największym i najbardziej różnorodnym miejscem handlu był Plac Za Żelazną Bramą. Jego początki sięgają XVII wieku i rynku jurydyki Wielopole, który z czasem stał się jednym z najważniejszych punktów handlowych Warszawy. Wokół placu rozwijały się handel, rzemiosło i usługi. W końcu XVIII wieku w usytuowanych tam drewnianych zabudowaniach mieszkali handlarze, kupcy, szynkarze, rzemieślnicy i lekarze.

W roku 1841 wzniesiono tu halę targową Gościnny Dwór, później nazywaną Wielopolem, według projektu J. Gaya i A. Kropiwnickiego. Mieściły się w niej sklepy i stragany, a nowoczesna jak na owe czasy konstrukcja miała poprawić warunki handlu i higienę. Nie zastąpiła jednak targu na otwartym placu, który nadal pozostawał centrum codziennego życia.

W wieku XIX można było znaleźć tu niemal wszystko: żywność, kwiaty, odzież, obuwie, galanterię, sprzęty domowe i towary używane. Odbywał się także handel półhurtowy. Plac był ważnym centrum handlu rybami, w którym znaczącą rolę odgrywali kupcy żydowscy.

Atmosfera była równie charakterystyczna jak oferta. Tłok, nawoływania, targowanie się i rozmowy tworzyły głośny, żywiołowy świat. Stąd powiedzenie „zachowywać się jak za Żelazną Bramą” oznaczające zachowanie krzykliwe i bezceremonialne. Spotykali się tu handlarze, kupcy, rzemieślnicy, a miejsce szczególnie upodobała sobie miejska biedota, a także wolski proletariat, mieszkańcy uboższych części miasta i przedmieść.

Największy ruch panował w piątki, co wiązało się m.in. z dużym udziałem Żydów wśród handlarzy – ich stragany pozostawały zamknięte w sobotę.

W roku 1902 od zachodu plac zamknęły Hale Mirowskie. Nie oznaczało to końca handlu na otwartej przestrzeni. W latach trzydziestych plac był nadal gęsto zastawiony straganami. Targowisko żyło własnym rytmem i rozwijało się mimo kolejnych prób jego uporządkowania.

Wola rośnie, handel podąża za nią
W wieku XIX Wola szybko zmieniała charakter. Budowa Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej w 1845 roku, rozwój przemysłu, fabryk, składów i budowa osiedli robotniczych przyciągały nowych mieszkańców. Handel podążał za tym rozwojem.

Zmiany zachodziły również w centrum miasta. W roku 1860 rozpoczęto budowę Kościoła Wszystkich Świętych, co wpłynęło na organizację handlu na Placu Grzybowskim. Ograniczano tam sprzedaż siana, słomy i zboża, a część handlarzy kierowała się ku zachodnim obszarom Warszawy – w okolice wolskich rogatek, ulic Leszno, Ogrodowej, Pańskiej i Srebrnej.
Wola nie „otrzymała” więc gotowej sieci targowisk – tworzyła ją stopniowo. Powstawały miejsca różnej wielkości: od niewielkich targów sąsiedzkich po wielkie bazary. Każde miało własną specjalizację, klientów i atmosferę.

Kercelak – serce handlowej Woli
Najważniejszym symbolem przemiany Woli stał się Kercelak. Targowisko uruchomione zostało przez Komitet do Ułożenia Planu Regulacyjnego m. Warszawyw 1867 roku na skutek przeniesienia tu targowiska z Placu Grzybowskiego. Powstało na gruntach przekazanych miastu przez Józefa Kercelego. Początkowo miał tu powstać targ zboża, słomy i siana, a miejsce określano jako Plac Wolski lub „Targowisko na Lesznie”. Nazwa Kercelak utrwaliła się później.

Rozwój targowiska przyspieszył po rozebraniu wału ziemnego i wytyczeniu ulicy Okopowej. Znaczenie miejsca wzrosło również dzięki przenoszeniu części handlu z innych punktów miasta. Z czasem Kercelak stał się wielkim bazarem o powierzchni około półtora hektara. Drewniane budy i stragany tworzyły gęstą sieć przejść. Można było kupić niemal wszystko: żywność, odzież, obuwie, narzędzia, książki, meble, rowery, zegarki, gramofony, przedmioty używane, a nawet zwierzęta. Działały tu także warsztaty i punkty usługowe.

Kercelak był szczególnie ważny dla mniej zamożnych mieszkańców. Pozwalał taniej kupić potrzebne rzeczy, ale także znaleźć źródło utrzymania w drobnym handlu. Stefan Wiechecki „Wiech” porównywał go do „największego przedwojennego domu towarowego, czyli cedetu na świeżym powietrzu”.

O wyjątkowości bazaru decydowała jednak nie tylko oferta. Nawoływania sprzedawców, targowanie się, żarty, warszawska gwara, oryginalne typy, niespotykane w dzielnicach środkowych, były częścią codziennego handlu. Atmosferę tworzyła też rozrywka – muzyka, uliczni grajkowie, miejscy oryginałowie i gry hazardowe. Jedna z zachęt brzmiała: „Jeszcze nie było takiego zdarzenia, aby ktoś wygrał z patrzenia… Daj pan na rączkie i zabaw się bączkiem!”.

Kercelak miał również ciemniejszą stronę: działali tu kieszonkowcy, paserzy czy oszuści, funkcjonowały nielegalne szulernie. Z nim związany był warszawski półświatek. To właśnie tutaj swoją działalność prowadzili Łukasz Siemiątkowski „Tata Tasiemka” i jego wspólnik Józef Łokietek „Doktor Łokietek”, którzy zorganizowali rozbudowaną strukturę przestępczą czerpiącą zyski z haraczy, wymuszeń i kontroli nad częścią handlu na bazarze. Nie zmieniało to jednak podstawowej funkcji tej przestrzeni – dla większości użytkowników był to przede wszystkim bazar – miejsce pracy, zaopatrzenia i spotkania.

We wrześniu 1939 roku Kercelak niemal całkowicie spłonął, jednak handel szybko wznowiono. W czasie okupacji funkcjonował także jako miejsce nielegalnej wymiany. Po zniszczeniach z 1944 roku nie odbudowano go, a w 1947 roku został ostatecznie zlikwidowany.

Historia Kercelaka pokazuje, dlaczego wielki bazar mógł stać się częścią tożsamości dzielnicy. Sprzedawał towary, ale jednocześnie tworzył własny język, obyczaje, relacje i rytuały. Był jednym z miejsc, w których Wola rozpoznawała samą siebie.

Plac Witkowskiego – targ codziennych potrzeb
Inny wymiar handlowej Woli reprezentował Plac Witkowskiego, który powstał około 1875 roku przy Siennej, między Miedzianą a Wronią. Początkowo sprzedawano tu przede wszystkim zboże, siano i słomę. W roku 1881 magistrat wprowadził wagę miejską, która zastąpiła wcześniejsze odmierzanie towarów „na oko”.

Z czasem handel paszą przeniesiono bliżej rogatek wolskich, a plac coraz bardziej specjalizował się w artykułach spożywczych. Wyznaczono około dwustu miejsc handlowych, a w 1908 roku powstała hala targowa zaprojektowana przez H. J. Gaya. Znajdowały się w niej stragany, jatki oraz stanowiska do sprzedaży drobiu i ryb, a także urządzenia poprawiające warunki sanitarne.

Hala miała uporządkować handel, ale nie zastąpiła tradycyjnego targu na otwartej przestrzeni. W okresie międzywojennym plac zaopatrywał mieszkańców Woli i zachodniej części Warszawy, zwłaszcza robotników. Jego znaczenie nie wynikało z niezwykłej atmosfery czy różnorodności oferty, lecz z codzienności: stałych klientów, znajomych sprzedawców i regularnego rytmu zakupów.

Po powstaniu warszawskim 1944 roku hale i otaczająca zabudowa zostały poważnie zniszczone. Zakończyła się historia placu jako ważnego lokalnego targowiska.

Hale Mirowskie – nowoczesność i tradycja
Hale Mirowskie były próbą pogodzenia tradycyjnego targu z wymaganiami nowoczesnego miasta. Targowisko na Placu Mirowskim powstało w 1883 roku na placu zakupionym przez władze miasta od pobliskiego garnizonu wojskowego. Sprzedawano tu żywność, ryby, kwiaty, obuwie i galanterię. W latach 1883–1884 w pobliżu Adolf Janasz wzniósł Bazar Janasza – zespół pawilonów, w których handlowano m.in. owocami, warzywami, nabiałem i mięsem.

W latach 1899–1902 powstały dwie Hale Mirowskie według projektu B. Milkowskiego, L. Panczakiewicza, A. Nieniewskiego i W. Kozłowskiego. Zastosowano w nich rozwiązania odpowiadające ówczesnym standardom: wodociągi, kanalizację, chłodnie i magazyny. 515 sklepów i straganów tworzyło jeden z największych kompleksów handlowych Warszawy. Ich zadaniem było przede wszystkim uporządkowanie sprzedaży i poprawa warunków sanitarnych.

Nowoczesna forma nie wyparła jednak dawnego charakteru targu. Handel nadal odbywał się na otwartym placu, gdzie poszczególne części specjalizowały się w różnych towarach. Hale i plac tworzyły jeden organizm: sprzedaż pod dachem łączyła się z żywiołowym handlem na zewnątrz.

W czasie okupacji handel, mimo zakazów i represji, nie zanikł. Władysław Szpilman wspominał w 1942 roku drobnych handlarzy z koszami owoców, warzyw, ryb i konserw, którzy na widok niemieckiej policji uciekali, by po chwili wrócić.

W roku 1944 Hale Mirowskie stały się miejscem tragicznych wydarzeń powstania warszawskiego. Po wojnie wschodnią halę przekształcono w Halę Gwardii, natomiast zachodnia zachowała funkcję handlową. Dziś Hala Mirowska i otwarte targowisko nadal pozostają jednym z miejsc, gdzie tradycyjny handel zachował swoją obecność w centrum miasta.

Nie tylko wielkie bazary
Nie wszystkie wolskie targowiska miały skalę Kercelaka czy Hal Mirowskich. Wiele z nich służyło przede wszystkim najbliższej okolicy i odpowiadało na codzienne potrzeby mieszkańców. Ich znaczenie nie wynikało z wielkości ani różnorodności oferty, lecz z regularności – stałych klientów, znajomych sprzedawców i miejsca wpisanego w rytm sąsiedztwa.

Jednym z takich miejsc był Plac Parysowski, oficjalnie otwarty w 1903 roku. Już wcześniej we wtorki pojawiały się tu przekupki z żywnością, a w piątki przyjeżdżali gospodarze z okolic Warszawy. Sprzedawano produkty spożywcze, działała hala z jatkami mięsnymi, a przy placu znajdowała się także budka Drzewieckiego z lodami, napojami, pestkami dyni i słodyczami. Plac miał także wymiar społeczny. Leżał na pograniczu polskiego i żydowskiego świata, czego świadectwem były m.in. napisy informujące o sprzedaży mięsa z uboju rytualnego.

Podobny, lokalny charakter miał targ przy Karolkowej, gdzie początkowo sprzedawano głównie siano i słomę. Wraz z rozwojem zachodniej części miasta funkcjonowały również inne lokalne punkty sprzedaży.

Do tej grupy należał również powojenny bazar przy Pańskiej. Po zniszczeniach II wojny światowej handel szybko odradzał się w różnych częściach miasta. We wtorki i piątki stoiska zajmowały całą dostępną przestrzeń, a handel przenosił się także na chodniki i gruzy. Bazar zapewniał mieszkańcom dostęp do potrzebnych towarów, a drobnym handlarzom – źródło utrzymania. W latach sześćdziesiątych został zlikwidowany, a handel przeniesiono pod Hale Mirowskie, choć miejsce to cieszyło się dużą popularnością wśród sprzedawców i klientów.

Historia tych niewielkich targowisk pokazuje, że znaczenie handlu nie zależało wyłącznie od skali i infrastruktury. Czasem kilka stoisk wystarczało, aby powstała przestrzeń codziennych spotkań i lokalnych relacji.

Bazar na Kole i „Olimpia” – drugie życie przedmiotów
W drugiej połowie XX wieku na Woli pojawiły się nowe miejsca handlu, które przejęły część funkcji dawnych targów.

W latach osiemdziesiątych XX wieku na Woli powstał Bazar na Kole – jedno z ważniejszych nowych targowisk Warszawy. Jego historia wiąże się z powojenną tradycją handlu starociami. Przez lata był przede wszystkim miejscem handlu i poszukiwania rzeczy używanych. Szczególnie ważny stał się w okresie transformacji.

Od lat funkcjonuje jako wielowymiarowe targowisko. W dni powszednie dominuje tu głównie handel żywnością, natomiast w weekendy bazar zamienia się w jeden z najbardziej znanych polskich pchlich targów. Przyciąga kolekcjonerów, handlarzy starociami, mieszkańców oraz turystów, miłośników designu i antyków, którzy szukają nie tylko konkretnych przedmiotów, lecz także okazji do odkrywania nieoczekiwanych znalezisk. Tak jak dawniej na warszawskich targach, ważną rolę odgrywają bezpośredni kontakt, rozmowa i targowanie się.

Po 1989 roku targowiska przeżyły wielki powrót. W warunkach transformacji gospodarczej bazar stał się jednym z najbardziej widocznych symboli nowej rzeczywistości. Pojawili się drobni przedsiębiorcy, handlarze i osoby próbujące odnaleźć dla siebie miejsce w gospodarce rynkowej. Targ umożliwiał stosunkowo łatwe rozpoczęcie działalności, a dla klientów był miejscem, w którym można było znaleźć towary niedostępne jeszcze w tradycyjnych sklepach albo kupić je taniej. W Warszawie takimi miejscami były wówczas Jarmark Europa, Wolumen, Olimpia. 

Po przemianach ustrojowych lat dziewięćdziesiątych rolę jednego z ważnych miejsc handlu na Woli przejął Bazar Olimpia, utworzony 5 marca 1995 roku na stadionie Wolskiego Robotniczego Klubu Sportowego Olimpia Warszawa. Jego powstanie wiązało się bezpośrednio z rozrastającym się handlem starociami na Kole. Niedzielny targ stawał się tak duży, że konieczne było zamykanie pobliskiej ulicy.  Przeniesienie targowiska z ulicy Ciołka pozwoliło stworzyć nowe miejsce dla sprzedawców i kupujących. Z czasem dołączyli do niego handlarze starociami z Koła oraz część sprzedawców z zamkniętego w 2007 roku Jarmarku Europa.

Olimpia była więc dzieckiem transformacji nie tylko w sensie chronologicznym. Jej rozwój wiązał się z charakterystycznym dla lat dziewięćdziesiątych żywiołem bazarowej przedsiębiorczości. W jednym miejscu spotykały się towary nowe i używane, żywność, ubrania, meble, książki, sprzęty domowe i rozmaite przedmioty przywożone z zagranicy. Bazar był miejscem, gdzie można było kupić rzeczy potrzebne na co dzień, ale także znaleźć towary, których nie oferował jeszcze rozwijający się handel detaliczny.

Dziś należy do najbardziej różnorodnych targowisk Warszawy. Obok żywności można tu nadal kupić odzież, meble, książki, elektronikę, antyki i przedmioty kolekcjonerskie. Spotykają się tu osoby robiące codzienne zakupy, kolekcjonerzy, sprzedawcy i mieszkańcy bez określonego celu, kierowani ciekawością – dla samego doświadczenia targu. Olimpia zachowuje atmosferę tradycyjnego warszawskiego bazaru lat dziewięćdziesiątych.

Fenomen Olimpii i Koła polega na tym, że targ pozostaje przestrzenią nieprzewidywalną. Nie wiadomo, co pojawi się na kolejnym stole, ani kogo można spotkać przy następnym stoisku. Prowizoryczna forma handlu, nawoływania sprzedawców i targowanie się sprawiają, że miejsca te zachowują atmosferę dawnych warszawskich bazarów – mimo że odpowiadają już na potrzeby współczesnego miasta. Dzięki temu bazary na Kole i Olimpia nabrały także nowego znaczenia. Nadal są miejscem handlu, ale stały się również miejskim doświadczeniem. Przyciągają również ludzi kierowanych ciekawością, którzy chcą po prostu zobaczyć charakterystyczny fragment Warszawy. Pojawiają się między innymi w materiałach turystycznych, blogach, vlogach i relacjach infuencerów jako miejsca warte odwiedzenia o własnej atmosferze i tożsamości. Nie trzeba przychodzić po określony przedmiot – można przyjść po kontakt z przestrzenią, która wydaje się bardziej spontaniczna i nieformalna niż współczesne centra handlowe. W ten sposób przestrzenie te zaczynają być elementem miejskiego wizerunku i wyobrażenia o „prawdziwej” Warszawie.

Targowisko jako styl życia
Historia Woli pokazuje, że targowisko nie jest reliktem przeszłości, lecz jedną z trwałych form miejskiej przestrzeni. Jego funkcja zmieniała się wraz z miastem – od miejsca podstawowego zaopatrzenia, przez wielkie bazary handlowe, po współczesne przestrzenie łączące handel, spotkanie, spędzanie czasu i styl życia.

Obok historycznych Hal Mirowskich, Bazaru na Kole i Olimpii funkcjonują nowe miejsca, takie jak BioBazar w Fabryce Norblina czy Nocny Market, które odpowiadają na zmieniające się potrzeby mieszkańców. Choć różnią się charakterem, skalą i ofertą, wszystkie opierają się na tej samej zasadzie – tworzą przestrzeń spotkania, wymiany i uczestnictwa w życiu miasta.

Trwałość tych miejsc nie wynika jednak wyłącznie z ich oferty. Gdyby chodziło tylko o zakup konkretnych produktów, wiele z bazarów zostałoby zastąpionych przez nowe formy handlu. Choć rozwój supermarketów, centrów handlowych i sklepy internetowe sprawił, że tradycyjne targowisko coraz mniej było potrzebne jako podstawowa infrastruktura zaopatrzenia, paradoksalnie właśnie wtedy zaczęło pojawiać się nowe zainteresowanie targiem. Nie był już miejscem, do którego trzeba było pójść po zakupy. Zaczął być miejscem, do którego chce się pójść. 

Współczesna moda na targi wiąże się z lokalnością, krótkim łańcuchem dostaw, ekologią, vintage, rzeczami używanymi i poszukiwaniem autentyczności. Wizyta na bazarze staje się nie tylko okazją do zakupów, ale głównie sposobem doświadczenia miasta i budowania własnej miejskiej tożsamości. Targ staje się wtedy nie tylko przestrzenią handlu i spotkania, ale także elementem miejskiego stylu życia i sposobem wyrażania własnej tożsamości. Można pokazać, że jest się osobą lokalną, świadomą, ekologiczną, alternatywną wobec masowej konsumpcji, zainteresowaną historią lub poszukującą mniej oficjalnego oblicza Warszawy.

Targ zaczyna więc pełnić funkcję podobną do kawiarni, restauracji czy modnej dzielnicy – staje się miejscem, w którym można nie tylko zrobić zakupy, ale także pokazać, kim się jest. Dotyczy to również osób przyjezdnych. Współczesne przewodniki, blogi i vlogi coraz częściej wskazują targowiska jako miejsca warte odwiedzenia właśnie dlatego, że mają pozwalać zobaczyć „prawdziwe” miasto – nie tylko jego zabytki, reprezentacyjne place i nowe inwestycje, ale codzienność mieszkańców. Bazar staje się w ten sposób częścią turystycznego obrazu Warszawy.

Targowisko jako przyszłość miasta?
Dzieje wolskich targów odzwierciedlają przemiany miasta – rozwój przemysłu, napływ mieszkańców, wojenne zniszczenia, odbudowę i współczesne zmiany urbanistyczne. Jedne miejsca znikały, w ich miejsce pojawiały się inne, ale potrzeba bezpośredniego kontaktu pozostawała.

Czy targowisko może być przyszłością miasta? Przykład Woli pokazuje, że tak – nie jako konkurencja dla nowoczesnego handlu, lecz jako jego uzupełnienie. W mieście coraz bardziej cyfrowym i anonimowym pozostaje ono przestrzenią codziennych spotkań, gdzie mieszkańcy nie tylko kupują, lecz także tworzą relacje i współtworzą lokalną wspólnotę.

Targ nigdy nie był wyłącznie miejscem wymiany towarów. Był miejscem, w którym miasto stawało się widoczne – w rozmowach, zwyczajach i codziennych gestach mieszkańców. Dlatego mimo zmieniających się form nadal pozostaje ważną częścią miasta przyszłości. Pozostaje najważniejsze: człowiek spotyka tu drugiego człowieka, a handel staje się częścią doświadczenia miasta.

Tekst: Klaudia Jaraszek

Literatura bibliograficzna:
R. Barek, Targowisko – przestrzeń niezbędna w środowisku zamieszkania, „Architektura. Czasopismo techniczne” 2010, z. 5, R. 107, s. 9–14
J. Dziano, Legenda Kercelaka, „Kronika Warszawy” 2022, nr 1–2, s. 88–117.
Leksykon wolski, red. K. Mórawski, Warszawa 1997. 
A. Łupienko, Przestrzeń publiczna Warszawy w pierwszej połowie XIX wieku, Warszawa 2012.
K. Mórawski, W. Głębocki, Bedeker warszawski w 400-lecie stołeczności Warszawy, Warszawa 1996. 
Muzeum Woli, oddział Muzeum Historycznego m.st. Warszawy, Od Marywilu do Wola Park. Bazary, targowiska i hale targowe w Warszawie od połowy XVII w. do dziś, red. K. Mórawski, Warszawa 2005. 
A. Nadolski, Pani Chłodna (opowieść o warszawskiej ulicy), Warszawa 2008.
M. Omilanowska, Świątynie handlu, Warszawa 2004. 
E. Szwankowski, Ulice i place Warszawy, Warszawa 1963.
J. Zieliński, Atlas dawnej architektury ulic i placów Warszawy, t. 1, Warszawa 1995.