27 listopada 2025
Archeologia o mieście mówi wszystko. Rozmowa z Eweliną Więcek-Bonowską
Ewelina Więcek-Bonowska - archeolożka, kustoszka i muzealniczka w Muzeum Warszawy, fot. Zespół Kolekcji Online.
Dawniej biura całego zespołu archeologów Muzeum Warszawy mieściły się w jednej lokalizacji - przy ulicy Dzielnej. Obecnie archeolożki pracują w dwóch różnych miejscach - przy ul. Srebrnej i ul. Dzielnej, fot. Zespół Kolekcji Online.
Zabytki archeologiczne w Muzeum Warszawy stanowią najliczniejszy zbiór i przechowywane są w trzech różnych magazynach. Na zdjęciu Ewelina oprowadza nas po magazynie z muzealiami, fot. Zespół Kolekcji Online.
Kontakt z zabytkami to codzienność w pracy archeologa. Do głównych zadań Eweliny należy opracowywanie zbiorów - od ich umycia, zaewidencjonowania, po odpowiednie zabezpieczenie, zapakowanie i umieszczenie ich w magazynie, fot. Zespół Kolekcji Online.
Ewelina Więcek-Bonowska specjalizuje się przede wszystkim w ceramice szlachetnej. Jest autorką opracowania dotyczącego tej grupy zabytków pozyskanych podczas badań Placu Zamkowego w latach 1977 - 1983 (E. Więcek-Bonowska, Ceramika szlachetna, [w:] Archeologia Dawnej Warszawy, t. IV, cz. II, 2017, s.25). Opracowanie to zostało opublikowane w IV tomie Archeologii Dawnej Warszawy - serii wydawniczej poświęconej prezentacji zbiorów archeologicznych Muzeum Warszawy, fot. Zespół Kolekcji.
Kolekcja zbiorów archeologicznych bogata jest w przedmioty, które wiele mówią o życiu codziennym mieszkańców Warszawy, fot. A. Niakrasau.
"Zbiory archeologiczne są kluczowe, bo nie ma innych artefaktów, które opowiadałyby o najdawniejszych czasach naszego miasta." - mówi Ewelina Więcek-Bonowska, fot. M. Kalina, A. Niakrasau
Archeolodzy poprzez swoją pracę sięgają do codzienności, której z jednej strony już nie ma, z drugiej zaś to ta codzienność pokazuje funkcjonowanie całych społeczeństw na przestrzeni wieków. W muzeach, szczególnie tych, gdzie kolekcje budują różnorodne zbiory, archeologia bywa niezrozumiana. Archeolodzy zaś sami o sobie mówią „jesteśmy dziwni, babrzemy się przecież w bagnie”. O to wszystko Blanka Melania Ciężka, redaktorka naczelna Kolekcji MW, pyta archeolożkę, kuratorkę i muzealniczkę w Muzeum Warszawy - Ewelinę Więcek-Bonowską.
Archeolożka w muzeum miejskim – z czym to się wiąże?
Z ogromem przeciwności losu. To spore wyzwanie – nie tylko dla mnie. Archeolodzy zatrudnieni w muzeach miejskich borykają się z bardzo podobnymi problemami. Zbiory archeologiczne są kompletnie inne niż pozostałe. Są masowe – ich ogrom powoduje, że problemy narastają.
W naszym muzeum w ostatnich kilku latach dużo zmieniło się na plus: dostrzeżono konieczność inwentaryzowania całych zbiorów archeologicznych, a nie tylko wybranych muzealiów. Wcześniej uważano, że nawet księgi inwentarzowe nie są potrzebne. Teraz mamy już księgi i powolutku, skrupulatnie je uzupełniamy. To jest praca na lata.
Mówiłaś, że archeologia w muzeum miejskim jest „inna”. A czy jest też inna ideowo?
Tak. Archeologia w muzeum miejskim musi się przede wszystkim skupiać na gromadzeniu zbiorów związanych tylko z danym miastem. Muzeum Warszawy skupia się na zbiorach dotyczących stolicy. W praktyce nie mamy zbiorów sprzed powstania miasta, choć takie znaleziska też się pojawiają. Dochodzi do tego pytanie: czy obejmujemy działaniami dzisiejszą Warszawę, czy Warszawę z czasów wałów Lubomirskiego, czy może tylko Starą i Nową Warszawę? To nie jest nigdy jasno określone, co rodzi problemy. W praktyce mamy zbiory z Warszawy i jej bliskiej okolicy, mniej więcej od czasów wałów Lubomirskiego.
Jak ważna jest archeologia w Muzeum Warszawy? Jak widzisz jej miejsce w muzeum miejskim – szczególnie w muzeum stolicy?
Nie bardzo was zdziwię, jeśli powiem, że najważniejsza. Mówię to trochę z przymrużeniem oka, ale w dużej mierze naprawdę tak uważam. Zbiory archeologiczne są kluczowe, bo nie ma innych artefaktów, które opowiadałyby o najdawniejszych czasach naszego miasta. Warszawa to nie tylko dwudziestolecie międzywojenne i współczesność. To również początki osady, a nawet to, co działo się tuż przed jej założeniem.
Po drugie: zbiory archeologiczne mogą wzbogacić praktycznie każdą wystawę. Od wystaw o przestrzeni miasta czy projektach badawczych, po wystawy tematyczne – dotyczące chociażby czystości miasta, prostytucji, życia codziennego i różnych jego aspektów.
Co archeologia mówi o funkcjonowaniu miasta?
Właściwie wszystko. Zbiory historyczne często koncentrują się na ważnych wydarzeniach i „wielkich” postaciach. Rzadko sięgają do zwykłego mieszkańca. Archeologia działa zupełnie odwrotnie – sięga po ślady po każdym: po królu, burmistrzu, ale też po zwykłych mieszkańcach i miejskiej biedocie.
Na bazie zbiorów archeologicznych jesteśmy w stanie pokazywać kontrasty między biednymi i bogatymi. Robiłam to choćby na konferencji, wykorzystując zbiory ceramiczne z XVIII wieku, żeby odtworzyć socjotopografię miasta. Na podstawie znalezisk widać, gdzie mieszkali bogatsi, a gdzie biedniejsi.
Poza tym archeologia bardzo często weryfikuje dane historyczne, które są subiektywne. Archeologia – w przeciwieństwie do źródeł pisanych – nie jest subiektywna.
Załóżmy, że masz nieograniczony budżet i pełną wolność twórczą. Robisz projekt wystawienniczy dotyczący archeologii miejskiej. Co by to było?
Przede wszystkim stworzyłabym coś na kształt stałej wystawy – gabinetu archeologicznego.
Ale gabinet archeologiczny już jest.
Tak, tylko że ten gabinet – podobnie jak cała nasza wystawa główna – opowiada o mieście poprzez rzeczy. Z perspektywy archeologa cieszy mnie patrzenie na miasto przez pryzmat przedmiotów. Koledzy archeolodzy, kiedy widzą nasz gabinet archeologiczny, są zadowoleni. Idą tam, żeby zobaczyć konkretne obiekty, porównać np. ceramikę malowaną warszawską z gdańską czy malborską. Oni coś z tej wystawy wynoszą.
Ale jednocześnie wszyscy mówią to samo: to jest wystawa dla specjalistów. Bez narracji, bez opowieści, przeciętny odbiorca niewiele z niej rozumie. Dla kogoś, kto nie zna kultury materialnej, ten potencjał jest niewidoczny.
Dlatego zrobiłabym tę wystawę od nowa. Mając nieograniczone możliwości, stworzyłabym Centrum Archeologii Warszawskiej. Zbiory archeologiczne to najliczniejsza kolekcja w muzeum. Do tego to żywy organizm, choć dziś bardzo rzadko wyrażamy zgody na przyjęcie zabytków, zbiory wciąż się rozbudowują. Jest to zresztą sytuacja nie do końca zgodna z przepisami. Udało się wprowadzić zarządzenie określające, na jakiej podstawie i w jakiej formie przyjmujemy zabytki do muzeum. Chciałabym doprowadzić do stworzenia podobnego zarządzenia, które jasno określi politykę rozbudowy zbiorów archeologicznych. Archeologia nie kupuje zbiorów – to byłoby niezgodne z przepisami. Nie uczestniczymy w komisjach zakupów, ale za to kluczowe jest dla nas wydawanie zgód na przyjmowanie zabytków. Potrzebujemy jasnych zasad: terytorialnych (jakie obszary obejmujemy) i chronologicznych (jakie okresy). A zbiory rosną. Ostatnie przyjęcie w depozyt wzbogaciło kolekcję o ok. trzy tysiące kolejnych zabytków, nad którymi teraz skrupulatnie pracujemy, żeby wprowadzić je do systemu.
Przejdźmy do twojej specjalizacji. Którą dziedziną archeologii zajmujesz się badawczo?
Kończyłam studia ze specjalizacją średniowieczną, ale właściwie od razu po obronie pracy magisterskiej zajęłam się archeologią czasów nowożytnych. I robię to do dziś – od 2007 roku. Archeologia nowożytna jest bardzo szeroka, zarówno terytorialnie, jak i chronologicznie. Moją główną specjalizacją jest ceramika – zwłaszcza ceramika szlachetna: porcelana, fajans i kamionka. Najbardziej interesują mnie XVIII i XIX wiek. Do tego dochodzi historia kulinariów, która naturalnie łączy się z naczyniami.
Jak wygląda twój dzień pracy w muzeum? Jaki to rodzaj pracy – dynamiczna, spokojna, zrównoważona?
Taka i taka. Bywają dni, w których po prostu przychodzę do muzeum i inwentaryzuję kolejne zabytki. Gdy pracuje się na ogromnych ilościach przedmiotów, standardowy dzień wygląda tak, że wyciągam karton z brudnymi zabytkami. Nalewam wody, myję naczynia, potem je segreguję. To są fragmenty, więc muszę określić liczbę naczyń statystycznych, czyli ile faktycznych naczyń kryje się w tych fragmentach. Później opisuję to i wpisuję do inwentarza.
Ale ta praca jest bardzo często przerywana przez inne obowiązki. Przede wszystkim przez kwerendy – zewnętrzne zapytania dotyczące naszych zabytków albo dawnych badań. Ostatnio miałam zapytania dotyczące naczyń fajansowych produkowanych w Warszawie, sygnowanych literą „B” (Belweder, ale też Wolff i w ogóle fajans warszawski). Wcześniej były pytania o dokumentację badań murów miejskich prowadzonych przez dawną Komisję Badań Dawnej Warszawy.
Jakie trzy cechy osobowości powinien mieć archeolog w muzeum miejskim?
Myślę, że archeolog – niezależnie od miejsca pracy – musi mieć przede wszystkim: dużo cierpliwości, skrupulatność i dokładność (przy tych ilościach zabytków, jeśli robi się coś na oko, pomyłki potrafią być katastrofalne, nikt nie chce drugi raz liczyć 50 000 fragmentów), oraz dystans do siebie.
Ten dystans wynika też z tego, że archeolodzy bywają postrzegani jako „jacyś tacy dziwni”. No trochę tak jest – babrzemy się w bagnie, nazwijmy rzeczy po imieniu.
Mówiłaś o porównywaniu znalezisk z innymi miastami. Z jakim miastem chciałabyś zestawić Warszawę pod kątem archeologii miejskiej i artefaktów?
Trudno mi wskazać jedno konkretne miasto. Porównywałam już Warszawę z innymi polskimi miastami, współpracując z muzeami i uniwersytetami. Na przykład z Gdańskiem. Wypadamy słabo, bo Gdańsk był bogatym miastem portowym. Wszelkie mody pojawiały się tam bardzo szybko i od razu odzwierciedlały się w znaleziskach archeologicznych – chociażby w naczyniach. Do Warszawy docierały później – to, co w Gdańsku jest już powszechne albo wychodzi z mody, u nas dopiero się pojawia. W Warszawie widać, że miejscowi rzemieślnicy mieli mniej wprawy niż ich zachodni koledzy. Rodzime wyroby imitujące fajans czy majolikę są zazwyczaj uboższe w dekoracje.
A jak Warszawa wypada w porównaniu z innymi miastami europejskimi?
Jeśli porównujemy się z Zachodem – wypadamy słabiej. Jeśli spojrzymy na Wschód – znacznie lepiej. Nawet na tle dużych miast rosyjskich, w zależności od okresu, nie wypadamy źle. Chcę też podkreślić, że mamy coś, czego inne miasta w Polsce nie mają, nawet Gdańsk.
To najwcześniejsza europejska porcelana miśnieńska. Wczesne wyroby miśnieńskie, które mamy w Warszawie, nie występują ani w Gdańsku, ani w innym polskim mieście.
Wynika to z tego, że August II, założyciel manufaktury w Miśni, był jednocześnie królem Polski. Tylko Drezno i Warszawa miały takie zaplecze dworskie i magnackie, że porcelana trafiała właśnie tam.
Pierwsze wyroby miśnieńskie były wzorowane na dalekowschodnich. Imitacja była świetna! Na jednej z konferencji badaczka z Chin, zajmująca się tzw. Batavią, była szczerze zaskoczona, że pokazywane czarki to Miśnia, a nie oryginalna, chińska Batavia.
Gdybyś dostała propozycję projektu badawczego lub wystawienniczego porównującego archeologię Warszawy z miastami spoza Europy, podjęłabyś się tego?
Tak, to byłby bardzo ciekawy projekt. Jeszcze ciekawszy byłby projekt porównujący sam system pracy archeologicznej – metodologię, sposób organizacji badań, funkcjonowanie archeologii w strukturze miasta. Jeśli zestawimy np. archeologię miejską w Londynie z tym, jak działa archeologia przy naszym muzeum, to są to dwa różne światy. Tam system ma dużo więcej sensu. U nas archeologia muzealna opiera się głównie na opracowywaniu materiałów, nie mamy wpływu na badania prowadzone na terenie miasta ani kontroli nad nimi. A jeśli chodzi o porównanie z innymi kręgami kulturowymi pod kątem samej kultury materialnej – to też byłoby bardzo ciekawe. Pomysł na wystawę pokazującą Warszawę obok np. japońskiej Arit-y albo Batavii – świetny. To ogromne wyzwanie, ale fascynujące.
Z tego, co mówisz, wynika, że skromność znalezisk w porównaniu z miastami hanzeatyckimi nie jest mankamentem.
Dokładnie. To nie jest wada. To jest fakt – i to ważny, bo pokazuje sposób funkcjonowania miasta. Porównanie Warszawy z Gdańskiem ujawnia pewne ograniczenia, ale porównanie z Płockiem pokazuje, że Warszawa jest bardzo bogata. Porównania są potrzebne, żeby zrozumieć specyfikę danego miasta.
A teraz lżejszy temat. Jak wygląda dzień w muzeum pod kątem rytuałów „poza pracą”?
Kawa. Jestem nałogowcem. Najpierw muszę zrobić kawę, wyjść z nią na papierosa, najlepiej z kimś porozmawiać – i dopiero wtedy mogę płynąć. Potem już się „prześlizguję” przez kolejne tematy i zadania. Działam też intensywnie w Stowarzyszeniu Naukowym Archeologów Polskich – od wielu lat jestem w zarządzie, teraz jako wiceprezeska. Staram się zacieśniać współpracę stowarzyszenia z muzeum. Wcześniej organizowaliśmy bardzo popularne wykłady, np. z cyklu „Fascynacje polskich archeologów”: o Egipcie, o niezwykłych odkryciach na Bliskim Wschodzie czy o Warsaw Mummy Project. Pandemia to ucięła, ale trzeba do tego wrócić.
W praktyce mój dzień to trochę lawirowanie: kawa, załatwienie wykładu, napisanie tekstu, wysłanie zgłoszenia na konferencję, praca nad prezentacją, praca nad materiałami z Komisji Badań Dawnej Warszawy… Mogłabym tak opowiadać do jutra.