Read

Download pdf

Godło „O! Matko Polko!”

Autorka pamiętnika Aleksandra Szulcowa z domu Tarnawska (1883–1954), matka trojga dorosłych dzieci, z których dwoje zabrała jej wojna (zginęli jej syn Tadeusz i córka Henryka) – przekazała pamiętnik, który zawiera luźne zapiski z lat 1939–1947, napisane piórem w zeszycie liczącym 163 strony. Jako adres zamieszkania w 1948 roku autorka podała dom należący do banku BGK, który po wojnie służył jako schronisko dla rodzin pracowników. W banku tym pracował poległy podczas powstania zięć autorki pamiętnika. Fragmenty tekstu z września 1939 roku zostały opublikowane w wydawnictwie Nieba i ziemi nie widać. Warszawiacy o wrześniu 1939 przez Muzeum Warszawy w 2019 roku.

Warszawa. Maj [1945]
Odetchnęłam swoim powietrzem. –

Na dworcu było dużo handlujących. Napiłam się kawy, nie wiedziałam jak mi się sprawy ułożą.

[…]

Szłam na Sienną – od Żelaznej do Sosnowej jako tako można przejść – za Sosnową do Wielkiej rumowiska piętrowe, po męczących wspinalniach przedostałam się pod 17-ty. Oficyna, tak jak przedtem, jako tako stała, choć prawie spalona. – 

Weszłam do piwnicy, spalona, leżała kartka z Tadzia[1] rękopisu, ale gdy chciałam podnieść, rozleciała mi się w ręku, –

znalazłam kawałek aluminiowej harcerskiej menażki Tadzia z napisem „Meczyszcze”. – 

„Kto podpalił?” – poszłam na 4-te piętro, nasze mieszkanie i przyległe do niego pokoje spalone, – a mieszkanie po drugiej stronie schodów nie spalone, zapukałam, otworzyła mi Kubicka, do mieszkania nie chciała mnie wpuścić (na pewno tam były nasze rzeczy), powiedziała, żebym poszła do Banku[2]. – 

Ulice zasypane, choć ludzie pracowali przy gruzach – 

Bank stoi – w środku naprawiają. Bank jest nieoficjalnie czynny od 11 lutego, ci co byli bliżej Warszawy już się zainstalowali. Zimno w Banku, szyby powybijane, wszyscy siedzą w paltach. Kuchnia czynna. – 

Dostałam obiad – (zupę grochową – kawałek kiełbasy i chleba) – 

Od kolegi dowiedziałam się, że byli na Czerniakowie, dwa razy zasypała ich bomba, ale wydostali się. – 

2 września Niemcy silnie obstrzeliwali z fortu Czerniaków – Czesław[3] o godz. 2-ej p. wyszedł do komendy i więcej go już nie zobaczył, więc, nie wie czy zginął po drodze z obstrzału, czy dostał się do niewoli, bo Niemcy już zajmowali teren. –

Koło komendy jest bardzo wiele grobów, ale, choć szukał, Czesława tam nie znalazł. – 

Idąc, myślałam, a może Czesław wrócił? – Niepocieszające wieści. – Dowiedziałam się, że mogę dostać á conto poborów Czesława zaliczkę. – Koleżanka dała mi kartkę na chleb. Dyskretnie mi powiedziano, abym nie uświadamiała nikogo, że Czesław był w A. K. – Na ulicach były rozlepione afisze: „Śmierć A. K. – zdrajcom, sojusznikom Hitlera” – Nie mogłam tego zrozumieć, co to znaczy? – To był dla mnie nieprzyjemny zgrzyt. – Po paru dniach zdarto te afisze. – 

Ale nie miałam gdzie spać. – 

Stałam na ulicy i uczułam rozpaczliwe położenie – byłam bezdomna – Poszłam na Sienną na strych, dachu nie było, ale podłoga drewniana sucha, położyłam papieru, było go bardzo dużo, chyba zniesiono z całego domu – przedrzemałam. – 

Rano, idąc do Banku, słyszałam megafony, w Banku nie zastałam nikogo, Stefański mi powiedział, że poszli na manifestację, bo kapitulacja Niemców. – 

9 maja – Podczas tych strasznych lat okupacji, zdawało się nam, że gdy nadejdzie ten właśnie moment – oszalejemy ze szczęścia. Tak długo oczekiwana wiadomość! Tyle nadziei na nią! – 

Przyjęto spokojnie – zanadto byliśmy zmęczeni, już nie było miejsca na radość. 
Każdy, prawie, miał na sercu pogr[z]ebaną istotę, która nie doczekała tej chwili. – 

W napięciu przeżywaliśmy te lata, pielęgnowaliśmy te rany – trzeba czasu, aby się zagoiły. – 

Okazało się, że tak źle nie było: Czer[wony] Krzyż na Piusa[4] wydawał zupę z chlebem (zupełnie dobra) wydawano zapomogi i ubrania.
Były i schroniska, ale w tej chwili zamknięte, bo był tyfus. – 

Lecznica Czer[wonnego] Kr[zyża] była czynna. Bank pozwolił mi się ulokować w t. zw. hotelu bankowym na Rozbrat w blokach nie bardzo zniszczonych przez Niemców. –

Choć jest kapitulacja, to nie wiem co się dzieje z Tolą[5] i Henią[6] – 5 miesięcy nie mieliśmy kontaktu ze sobą, nie wiadomo, co mogło się z nimi stać?
A z Czesławem? – Czy mogę być już spokojna?
Na ulicach ruch duży, uprzątają groby – tak ich jest dużo. – 

Konnych wozów i samochodów dużo. Wodę trzeba nosić z oddalonych miejsc – opału nie brakuje, zbiera się na ulicy kawałki drewna, papy. – Mleko, chleb czarny i biały można kupić. – 

Dlaczego tylko pewna grupa ludzi dostaje kartki? – 

Ciężko jest bez komunikacji. Czekam na nich, niepokoję się. 

11 Czerwca –

Tola i Henia po całomiesięcznej wędrówce piechotą, przyszły z Limbach. Tola miała szczęście w nieszczęściu, złamała w obozie nogę i przypadkowo dostała się do miejskiego szpitala w Limbach, tam przebyła 4 m. zimowe, pod dobrą opieką personelu szpitalnego. 

Henia nie wytrzymała warunków i pracy w obozie i ciężko zachorowała na płuca.. 

Warunki leczenia ciężkie, brak lekarstw i pieniędzy. 

Ośrodek zdrowia (Wiejska 19) był czynny, postarali się Henię wysłać do Rudki[7]. 

Sanatorium ogołocone przez szabrowników i przechodzące wojska, pracowało w miarę możności. Dojazd był trudny, bo pociągi nie zatrzymywały się w Mrozach. – 

Trzeba było dojechać ciężarówką do Kałuszyna, a dalej piechotą. – Do tej pory bytowaliśmy z dnia na dzień, teraz trzeba było obejrzeć się za stałością życia. – 

Nic nie mieliśmy, życia dosłownie trzeba zacząć od początku. 

Tola poszła sama szukać śladów Czesława na Czerniakowie. – 

Na Morszyńskiej, koło komendy St. K. było dużo grobów (część w marcu ekshumowana) w istocie nie znalazła. 
Idąc, z powrotem ul. Okrężną, w ogródku koło willi, zobaczyła że dzieci ubierały kwiatami samotny grób, zapytała, czyj to grób? – „To powstańca, my co dzień przynosimy mu kwiaty”.

Podeszła bliżej, przeczytała imię i nazwisko Czesława. –

Była ekshumacja. To było ciężki przejście dla nas.

Protokólantka stwierdziła, że kula trafiła go w skroń, żadnych papierów nie było (co Tolę zdziwiło) oprócz w butelce nazwiska i daty urodzenia[8]. 

Znowu, tak jak ze śmiercią Tadzia, zamknęła się druga karta naszego życia. – 

Mieszka nas w lokalu 11 osób. – 

Jeżeli nie ma gorszych awantur, to nie dlatego, że jesteśmy inteligenci, o nie – tylko, że wszyscy są zmęczeni obozem czy wygnaniem i zrobili się ustępliwsi. – Ale wszyscy jesteśmy aspołeczni. Każdy chce dla siebie, uważa, że to mu się należy. 
1946 r. – Henię przywieziono z Rudki na operację do szpitala Wolskiego. – 

I ona też jest ofiarą wojny – nie doczekała, czego tak bardzo pragnęła. Uczyła się do ostatniej chwili – na parę dni przed śmiercią przyszło zawiadomienie, że jest dopuszczona do egzaminu adwokackiego w Lublinie. Ludzie bliscy odchodzą od nas tak łatwo.

Wojna zmiotła co lepszego na świecie! – 

Pozostałyśmy z Tolą tylko dwie. – Ostatnie Mohikanki. – 

Lucjan należy do nowego typu ludzi, których wychowała wojna, a żywiła okupacja, on będzie umiał przystosować się do nowej rzeczywistości. Tola przypadkowo była w Czerwonym Krzyżu, i tam jej doręczono depozyt oddany przez p. Dobrzyńską z Wilanowa. – Były tam właśnie papiery Czesława, legitymacja Bankowa itp. Poszłyśmy do tej pani – opowiedziała nam jak to było. – 

Mąż jej i syn byli w akcji na Czerniakowie – Niemcy weszli 2 września, na razie nie wolno było wchodzić, aby szukać zmarłych, po 2–3 dniach zezwolili i kazali grzebać. – 

Ona chodziła od domu do domu szukając swoich i pomagając chować zabitych – znalazła w tej wilii na murawie Czesława, padł twarzą do ziemi, wyjęła papiery – pochowała na brzegu willi – postawiła powstańczy krzyżyk.

Męża też znalazła zabitego. – 

Nie wiedziała co z nią się stanie, więc z drugą osobą zakopały wszystkie zebrane dokumenty pod drzewem. Po przyjściu z wysiedlenia, odkopała i zaniosła do Czerw[onego] Krzyża. – 

1947 – Najokropniejsze okresy z naszego życia pozostały za nami. – 

Mamy już i to z czego składa się normalne życie człowieka – pracę i co z tej pracy wynika. Życie się układa powolnymi warstwami. 

Jeżeli się mówi, że: „Nie od razu Kraków zbudowano”. – To i nasze życie, nie może być od razu życiem. – 

Dla mnie istnieją dawne ulice, dawne sklepy – ale dawnego życia nic mnie i wielu innym ludziom nie wróci, bo nam zabrakło tych co je tworzyli. –

Wiele miast widziałam, ale dla mnie zawsze była tylko droga i kochana Warszawa. […]

[1]Tadeusz Szulc (1913–1940) – syn autorki, polonista, autor książki Muzyka w dziele literackim (1937), pracownik Polskiego Radia, zginął w obozie koncentracyjnym w Mauthausen w listopadzie 1940 r.
[2]Bank Gospodarstwa Krajowego, w którym przed wojną i podczas okupacji pracował Czesław Zachowicz, zięć autorki.
[3]Czesław Zachowicz – mąż córki autorki Toli, pracował w banku BGK, działał w konspiracji i jako żołnierz AK walczył w powstaniu w batalionie „Oaza” na Sadybie gdzie zginął 2 IX 1944 r.
[4]Ulica Piusa obecnie Piękna.
[5]Antonina Szulc – Zachowicz – córka autorki.
[6]Henryka Szulc-Grzybowa (1918–1946) – córka autorki, studentka prawa, była więźniarka Majdanka; po powstaniu wywieziona do obozu pracy w Limbach, zmarła niedługo po powrocie z obozu.
[7]Rudka – sanatorium przeciwgruźlicze w gminie Mrozy. 
[8]Podczas pogrzebów powstańczych w prowizorycznych mogiłach przy zwłokach umieszczano szczelnie zamknięte butelki zawierające kartki z informacjami na temat osoby poległej.